21/09/26
PDRN: czym właściwie jest i dlaczego wszyscy mają obsesję na jego punkcie?
Jeśli ostatnio scrollowałaś TikToka albo po prostu interesujesz się skincare, istnieje spora szansa, że widziałaś słowo PDRN przynajmniej kilka razy. Skrótowo nazywany „DNA łososia”, to jeden z najgłośniejszych składników aktywnych ostatnich miesięcy. Przyjrzyjmy się, czym dokładnie jest i do czego służy.
PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide, czyli polideoksyrybonukleotyd. W uproszczeniu są to oczyszczone fragmenty DNA, które najczęściej pozyskuje się z materiału genetycznego łososia lub pstrąga o określonych właściwościach biologicznych. Składnik ten nie pojawił się zresztą w świecie beauty znikąd. Jego zastosowania były wcześniej badane przede wszystkim w medycynie, między innymi w kontekście gojenia i regeneracji tkanek.
Jak dokładnie PDRN działa na skórę?
PDRN jest szczególnie interesujący, ponieważ nie działa jak klasyczny składnik złuszczający czy nawilżający. Jego działanie wiąże się między innymi z aktywacją receptorów adenozynowych A2A, które uczestniczą w procesach związanych z regeneracją tkanek, odpowiedzią zapalną i aktywnością komórek odpowiedzialnych za produkcję kolagenu, czyli białka wpływającego na sprężystość i elastyczność skóry. To dlatego często określa się go mianem składnika regenerującego albo „skin-repairing”.
W praktyce chodzi o wsparcie procesów, które mogą być szczególnie interesujące dla skóry osłabionej i przesuszonej, podrażnionej, z naruszoną barierą hydrolipidową, pozbawionej elastyczności, z pierwszymi oznakami starzenia oraz potrzebującej ukojenia i regeneracji.
PDRN vs. kolagen
Jednym z powodów, dla których PDRN zrobił taką karierę w świecie kosmetyków, jest jego potencjalny wpływ na procesy związane z produkcją kolagenu. Jedno wynika więc z drugiego. PDRN jest obecnie przedstawiany jako składnik, który może sprawić, że skóra będzie wyglądała na bardziej jędrną, gładką, sprężystą i „plump”. Badania nad nim wskazują jego potencjał regeneracyjny oraz możliwość pobudzania skóry do produkcji kolagenu.
Tutaj pojawia się ważne ALE, ponieważ serum z PDRN to nie to samo co zabiegi bazujące na tym składniku. Stosowany w badaniach medycznych czy procedurach iniekcyjnych, czyli takich, które polegają na nakłuwaniu skóry, nie jest tym samym co element znajdujący się w kremie lub serum. Dlaczego? Skóra ma przecież za zadanie chronić nasze wnętrze przed światem zewnętrznym. PDRN składa się ze stosunkowo dużych fragmentów DNA, dlatego ich przenikanie przez nienaruszoną barierę skóry jest ograniczone. Oznacza to, że efekt preparatu nakładanego na twarz może być zupełnie inny, niż efekt profesjonalnego zastosowania PDRN podczas iniekcji.
Czy PDRN w kosmetykach ma w ogóle sens?
Tak, ale warto podejść do niego na chłodno. Badania nad nim jako substancją są obiecujące, natomiast baza dowodów dotyczących zwykłych kosmetyków stosowanych miejscowo jest wciąż znacznie bardziej ograniczona. Znaczenie ma nie tylko obecność PDRN na etykiecie, lecz także jego stężenie, jakość, masa cząsteczkowa, stabilność formuły i sposób dostarczenia składnika do skóry. Innymi słowy: dwa produkty z napisem „PDRN” na opakowaniu wcale nie muszą działać tak samo. Dlatego zamiast patrzeć wyłącznie na wielki napis PDRN na froncie opakowania, warto przyjrzeć się całemu składowi produktu i jego formulacji.
Jeżeli kochasz kosmetyki nastawione na regenerację, ukojenie i wsparcie bariery skóry, PDRN zdecydowanie może Cię zainteresować. Szczególnie dobrze wpisuje się w trend „skinimalism”, w którym zamiast agresywnego działania na wszystkie problemy skórne, stawiamy na spokojną, ale konsekwentną pielęgnację. To zupełnie inna filozofia niż mocne kwasy czy intensywne kuracje retinoidowe. PDRN nie ma być składnikiem, który „pozbywa się” martwego naskórka i następnego ranka daje efekt wow. Jego atrakcyjność polega na koncepcji wspierania naturalnych procesów regeneracyjnych skóry.
Warto zaznaczyć, że nie ma określonego wieku, od którego „należy” stosować PDRN. W tym przypadku bardziej powinniśmy kierować się stanem naszej skóry i jej potrzebami. Jeśli zauważamy, że brakuje jej jędrności i elastyczności, możemy rozważyć sięgnięcie po kosmetyki z PDRN. Składnik ten może być również interesujący na wcześniejszym etapie, jako element pielęgnacji ukierunkowanej na wsparcie sprężystości skóry. Jeśli natomiast chcemy spojrzeć na sztywne dane, nauka wskazuje, że około 25. roku życia produkcja kolagenu w skórze zaczyna stopniowo spadać. To również może być jeden z czynników skłaniających do zainteresowania się kosmetykami z PDRN.
Co z wegańskim PDRN?
Tradycyjnie kojarzony jest przede wszystkim z DNA pochodzącym z łososia. Jednocześnie rozwijane są alternatywne źródła oraz sposoby produkcji, w tym rozwiązania wykorzystujące kontrolowane procesy fermentacyjne, dlatego popularne określenie określenie „PDRN” nie zawsze powinno być automatycznie utożsamiane z jednym konkretnym źródłem surowca. Jeśli kwestia pochodzenia składnika jest dla Ciebie ważna, najlepiej sprawdzić informacje podawane przez konkretną markę.
Wegańskie PDRN może być pozyskiwane z materiału roślinnego albo wytwarzane z wykorzystaniem mikroorganizmów i procesów biotechnologicznych. Jako potencjalne źródła wegańskiego PDRN wymienia się między innymi ryż, zieloną herbatę, żeń-szeń, róże, algi czy piwonie.
Najważniejsza kwestia jest jednak taka, że określenie „roślinne PDRN” nie powinno być używane wyłącznie dlatego, że kosmetyk zawiera ekstrakt roślinny zamiast składnika pochodzenia zwierzęcego. Prawdziwe PDRN opiera się na obecności oczyszczonych fragmentów DNA. Jeżeli surowiec jedynie naśladuje wybrane efekty przypisywane PDRN, ale nie zawiera odpowiednio scharakteryzowanych fragmentów DNA, mówimy raczej o kosmetyku inspirowanym PDRN lub naśladującym jego właściwości.
Warto również pamiętać, że „wegańskie PDRN” nie gwarantuje, że cały kosmetyk jest wegański. Formuła może zawierać na przykład kolagen morski, proteiny mleczne, miód albo inne składniki odzwierzęce. Jeśli chcemy mieć pewność co do pochodzenia składników naszego kosmetyku, należy sprawdzać zarówno źródło PDRN, jak i cały skład produktu.
Jaki produkt wybrać?
Medicube PDRN Pink Peptide Serum - lekkie serum ujędrniające do twarzy łączące PDRN o stężeniu 1% z niacynamidem, peptydami i adenozyną, które wspólnie mają wygładzać, poprawiać elastyczność skóry, zmniejszać widoczność przebarwień oraz zmarszczek mimicznych.
Veoli Botanica Dream Repair - senolityczny krem wygładzający o bogatej konsystencji do stosowania na noc. Jego formuła została wzbogacona o wegański PDRN, peptyd biomimetyczny, ekstrakt z kwatów malwy różowej oraz biomolekuły krzemu, które mają za zadanie wspierać regenerację skóry w trakcie snu oraz poprawiać jej kondycję.
L’Oréal Paris Revitalift Filler Hyaluron PDRN+ - przeciwzmarszczkowe serum inspirowane trendami koreańskiej pielęgnacji, zawierające kompleks PDRN i PRN oraz trzy formy kwasu hialuronowego: makrocząsteczkowy, mikrocząsteczkowy oraz mikrowypełniajacy o zwiększonej wchłanialności. Zadaniem produktu jest dogłębne nawilżenie i rozświetlenie cery, poprawa jej kondycji oraz zmniejszenie widoczności drobnych zmarszczek i linii.
Anua PDRN Hyaluronic Acid Capsule 100 Serum - napinające serum do twarzy łączące właściwości PDRN z kwasem hialuronowym, glutationem, niacynamidem i hydrolizowanym kolagenem, które wspólnie zapewniają efekt rozświetlenia i ujędrnienia cery. Oprócz klasycznego nawilżenia i uelastycznienia skóry, produkt działa także antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie, zwalcza przebarwienia oraz wspomaga regenerację.
Buziaki
Aga
Źrodło: Cosibella/Hebe
Komentarze
(1)
kazimierka
21/09/26
kocham takie dawki wiedzy 🤓