To chyba znany przez wszystkich klasyk. Używałam go jeszcze za czasów liceum, kiedy pierwszy raz pokazała mi go moja mama. Uważam, że jest to jeden z nielicznych produktów samoopalających, który nie zostawia specyficznego zapachu. Mam wrażenie, że z czasem jego odcienie uległy zmianie i nie są już tak pomarańczowe jak kiedyś. Skóra po jego użyciu jest dosłownie jak muśnięta słońcem. Jestem posiadaczką ciepłej karnacji, nie jestem bardzo blada więc u mnie ładnie sprawdza się odcień dark. Obawiam się, że medium nie zrobiłby na moim ciele praktycznie nic. Samoopalacz rozprowadzam rękami jak balsam, staram się robić to dokładnie aby uniknąć plam, chociaż czasem zdarzało mi się je zrobić, dlatego warto uważać przy jego aplikacji. Produkt schodzi równomiernie, nie ściera się i wygląda naturalnie. Lubie go przede wszystkim za to, że z racji, iż jest to balsam, to nie wysusza skóry tak jak inne samoopalacze (w szczególności te w piance). Produkt jest wydajny, podczas jednej aplikacji zużywam tyle produktu co podczas codziennego balsamowania ciała. Jest dostępny w większości drogerii.