Krem trafił w moje ręce w formie miniaturki, która była częścią jednego z zestawów świątecznych i byłam bardzo ciekawa jego działania. Słyszałam na jego temat tyle pochwał, że wręcz obawiałam się, że u mnie również tak świetnie się sprawdzi i będę chciała go kupić w pełnowymiarowej wersji, która kosztuje ponad 300 zł za 50 ml. Niestety (albo i na szczęście) nie porwał mnie na kolana. Określiłabym go jako poprawny krem, najlepiej do stosowania w lecie, bo nie dawał odpowiedniego nawilżenia w trakcie chłodniejszych miesięcy, kiedy moja skóra wymaga większego odżywienia. Dodatkowo czasami miałam wrażenie, że pozostawiał na twarzy pewien rodzaj warstwy, która przyczynia się do rolowania innych produktów. Plusem jest wygodne opakowanie pełnowymiarowej wersji oraz fakt, że nie uczulił ani nie podrażnił mojej cery oraz nie przyczynił się do powstania żadnych niedoskonałości, co często zdarza mi się podczas wprowadzania nowości do pielęgnacji twarzy.