Miałam okazję użyć tego toniku podczas testowania całej serii Fenty Skin, w tym ich kultowego SPF oraz żelu oczyszczającego. Poprzednie produkty są dla mnie totalnym hitem, więc wiedziałam, że z tym nie będzie inaczej. Testowałam również jego podstawową wersję, która nie przypadła mi do gustu tak bardzo jak wersja mleczna. Mam skórę suchą, wrażliwą i alergiczną, więc wszystko, co nawilżające i delikatne, jest dla mnie zbawieniem.
Ten bezalkoholowy produkt zawiera formułę, która nie wysusza, zmniejsza widoczność porów i wyrównuje koloryt skóry. Jego konsystencja jest lekka i mleczna. Zapach inspirowany jest tropikalnymi owocami i kwiatami, podobnie jak w produktach Instant Reset i Butta Drop.
Tonik jest idealny na sezon jesienno-zimowy, ale sprawdza się przez cały rok. Milk Fat Water wchłania się dłużej niż jego podstawowa wersja, pozostawiając nawilżającą, lekko lepką powłoczkę. Stanowi to doskonałą bazę pod kolejne etapy pielęgnacji lub makijaż, idealnie scalając podkład i tworząc nawilżającą „poduszeczkę”.
Poza nawilżeniem, tonik ma właściwości regenerujące – łagodzi podrażnienia i niweluje zaczerwienienia. Jestem podatna na alergie, ale ten produkt mnie nie uczulił. Po jego użyciu czuję długotrwałe odświeżenie. Nakładam niewielką ilość na dłoń, lekko rozcieram i aplikuję bezpośrednio na twarz, bez użycia wacików.
Cena może wydawać się wysoka, ale biorąc pod uwagę działanie, składniki i wydajność, jest to akceptowalne. Sama zużyłam już trzy butelki i dwie miniaturki. Bardzo polecam, szczególnie do cery suchej! Produkt jest dostępny w drogeriach Sephora w cenie 145 zł i rzadko bywa na promocji.