Dostałam go do przetestowania. Dla mnie ma vibe lodów sorbetowych mango z lidla, albo tej serii balsamów od garniera body superfood. Ten krem to totalne zaskoczenie pod względem formuły. To nie jest typowy, gęsty tłuścioch, to dosłownie lekki, żelowy sorbet! Wchłania się w skórę w kilka sekund i nie zostawia absolutnie żadnej lepkiej warstwy. Zapach jest bardzo intensywny, mega cytrusowy i energetyzujący, rano fajnie budzi, ale jeśli ktoś woli bezzapachowe kosmetyki, musi wziąć to pod uwagę.
Dla mnie to idealny kandydat na ciepłe miesiące i świetna baza pod makijaż. Podkład w ogóle się na nim nie roluje, a skóra po wklepaniu kremu ma ten upragniony, zdrowy blask (tzw. "glow"). Cera wygląda na wypoczętą i odświeżoną. Trzeba jednak zaznaczyć, że przy bardzo suchej skórze ten krem może być zbyt lekki na noc i będzie wymagał domknięcia czymś gęstszym.
Tutaj mamy ogromny plus za pojemność – aż 85 ml! To znacznie więcej niż standardowe kremy do twarzy (zazwyczaj 50 ml), więc produkt starczy na bardzo długo. Mały minus przyznaję jednak za samo opakowanie. Mamy tu klasyczny słoiczek, a przy kosmetykach z witaminą C o wiele chętniej widziałabym higieniczną pompkę (airless).
Świetny, lekki drogeryjny pewniak na dzień dla szarej i zmęczonej cery. Jeśli szukacie mocnego nawilżenia bez obciążania i zależy Wam na promiennym wyglądzie pod makijażem, to będzie strzał w dziesiątkę!