Rozświetlający korektor o średnim kryciu, który powstał z myślą o połączeniu makijażu z pielęgnacją. Formuła produktu zawiera kwas hialuronowy, peptydy i kofeinę, które mają nawilżać i rozświetlać cerę, a z czasem zmniejszać widoczność drobnych zmarszczek. Słyszałam o nim wiele dobrego już parę lat temu, ale wahałam się przed zakupem z uwagi na podzielone opinie i dostępność wyłącznie na zagranicznych stronach. Gdy marka Kosas weszła do Polski w zeszłym roku, uznałam, że nadeszła pora na test słynnego korektora, jednak niestety w moim przypadku wszystkie zachwyty na jego temat nie do końca pokryły się z rzeczywistością.
Formuła produktu jest kremowa i łatwo się blenduje, jednak w moim odczuciu jest zbyt przeciętny jak na tak wysoką cenę (135 zł za jedyne 6 g). Dobrze sprawdza się do dziennego makijażu, ale tak jak wiele innych produktów tego typu, stawia przed dylematem odnośnie końcowego efektu. Zapewnienia odnośnie rozświetlonego efektu i uczucia nawilżenia nie do końca się sprawdzają, bo korektor wymaga przypudrowania, a w przeciwnym wypadku może się zbierać w drobnych liniach i zmarszczkach, a także w załamaniach górnej i dolnej powieki. Jego krycie można budować z uwagi na lekką konsystencję, ale i tak może ono nie być wystarczające u osób z dużymi zaczerwieniami.
Dużym plusem jest gama odcieni, która zawiera chyba największy podział, jaki kiedykolwiek widziałam. Znajdziemy tam tonację ciepłą, chłodną, neutralną, oliwkową i brzoskwiniową, co ułatwia dobór idealnego koloru do swojej karnacji.
•
Duża gama odcieni w kilku tonach
•
Rozświetla okolice pod oczami
•
Krycie, które można stopniować
•
Ilość produktu w opakowaniu
•
Nie różni się znacząco od korektorów, które są 3x tańsze