Podkład True Match nie bez powodu ma miano klasyka! Po raz pierwszy poznałam go kilkanaście lat temu, jeszcze gdy podbierałam go z kosmetyczki mojej mamy. Na przestrzeni lat jego formuła została ulepszona i przeszła metamorfozę, dzięki czemu aktualna wersja posiada nie tylko właściwości upiększające cerę, ale również pielęgnujące.
Pomimo lekkiej konsystencji produkt ma dobre krycie, które można budować. Świetnie sprawdza się solo, ale oprócz tego lubię go również mieszać z cięższymi podkładami, dla uzyskania bardziej naturalnego efektu i zdrowego glow. Po jego nałożeniu cera jest naturalnie ujednolicona i promienna. Zawartość kwasu hialuronowego zapewnia uczucie nawilżenia w trakcie noszenia, dzięki czemu jest bardzo komfortowy na buzi przez cały dzień. Mam mieszaną cerę, która ma skłonności do przetłuszczania w strefie T, ale pomimo tego podkład bardzo dobrze się na niej utrzymuje. Po kilku godzinach moja skóra czasami wymaga przypudrowania, ale nie traktuję tego jako mankament, bo to standard w przypadku produktów z naturalnym wykończeniem.
Jeszcze parę lat temu dobór odpowiedniego odcienia podkładu z drogerii graniczył z cudem, dlatego ogromnym plusem True Match jest jego gama kolorystyczna, która posiada nie tylko różne stopnie intensywności, ale również różne tonacje, niczym produkty z wyższej półki.
•
Po kilku godzinach może wymagać przypudrowania w strefie T