Do wypróbowania viralowej pomadki od Maybelline skusiła mnie jej popularność na TikToku i to, jak pięknie wyglądała na ustach u innych. Klasyczne pomadki w płynie zostawiłam za sobą w 2016 roku i pomimo moich obaw, że Vinyl Ink będzie dawała podobne uczucie na ustach, na szczęście pozytywnie się zaskoczyłam.
Posiada ona pigment i krycie niczym matowe pomadki, ale z dodatkiem lśniącej warstwy, która sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli na ustach pełne lip combo – konturówkę ze szminką i błyszczykiem. Z przyzwyczajenia używam jej po obrysowaniu ust kredką, jednak w przypadku jasnych odcieni nie jest to konieczne. Ma bardzo dobrą trwałość i wręcz czasami ciężko mi ją domyć. Na co dzień wybieram raczej połączenie konturówki i błyszczyka, ale uwielbiam Vinyl Ink gdy potrzebuję czegoś długotrwałego i gdy wiem, że nie będę miała czasu ani warunków na częste poprawki.
Do wyboru mamy aż 24 odcienie, spośród których każdy bez problemu znajdzie coś dla siebie. Pomadka jest dostępna w większości drogerii, a jej cena wynosi około 50 zł.
•
Przy częstym używaniu może lekko przesuszać usta