Kultowy błyszczyk, do którego mam duży sentyment, bo używałam go już w liceum. Jego nazwa jest jak najbardziej trafiona, bo na ustach przypomina masełko. Jest dość gęsty, przez co dobrze się utrzymuje i pozostawia uczucie nawilżenia oraz piękny blask. Co ważne przy tego typu konsystencji, to że nie skleja ust w nieprzyjemny sposób ani nie ciągnie w nieestetyczny sposób się podczas mówienia.
Posiada szeroką gamę odcieni, od jasnych nude w tonach brązu i różu, po intensywną czerwień. Moim faworytem i jednocześnie jednym z najbardziej popularnych kolorów jest 05 Créme Brulée, który swego czasu był porównywany do słynnego błyszczyka Nars w odcieniu Turkish Delight, czyli ulubieńca Kim Kardashian z ubiegłej dekady. Jak na błyszczyk, jego pigment jest dość mocno widoczny na ustach, szczególnie w przypadku ciemniejszych odcieni; dzięki temu w zupełności sprawdzi się solo lub z delikatnym obrysowaniem ust przy użyciu konturówki, a dla fanów mocniejszego efektu idealnie podbije kolor pomadki.
Butter Gloss jest dostępny w większości drogerii stacjonarnych i online, gdzie musimy zapłacić za niego między 22 a 37 zł.
•
Jak w przypadku większości błyszczyków, zdarza mu się robić smugi na twarzy, gdy włosy się do niego przykleją