Origins Ginzing to krem koloryzujący z dodatkiem ochrony SPF 40. Producent zapewnia nawilżenie i upiększenie skóry za sprawą pigmentów koloryzujących i dodatków w postaci ekstraktu z żeń-szenia i ziaren kawy. Krem jest biało-beżowy z pomarańczowymi drobinkami, które po roztarciu utleniają się i nabierają ciepłego, beżowego odcienia, który wyrównuje koloryt skóry.
Odkryłam go kilka lat temu, gdy moda na świadomą pielęgnację i codzienną ochronę przeciwsłoneczną była jeszcze mało powszechna, przez co większość kremów SPF na rynku stanowiły dermokosmetyki dostępne w aptekach, lub te w drogeriach jedynie w okresie letnim, razem z pozostałymi produktami do opalania. Jako fanka większości produktów z serii GinZing marki Origins, postanowiłam spróbować tego kremu i okazał się on strzałem w dziesiątkę.
Korzystam z niego go przez cały rok, jest idealnym produktem w dni, kiedy się nie maluję - wtedy sprawia, że skóra wygląda na promienną i wypoczętą. W letnie upały sprawdza się świetnie zamiast podkładu i dobrze współgra z korektorem i pozostałymi produktami do makijażu. W zimie, kiedy moja skóra jest szara i przesuszona, krem koloryzujący od Origins przywraca jej zdrowy odcień i blask. Należy jednak uważać przy jasnej karnacji lub braku opalenizny, ponieważ może wtedy wypadać dość pomarańczowo, dlatego trzeba dokładnie go rozetrzeć, aby uniknąć smug i plam.
Mimo zaporowej ceny, która regularnie wzrasta na przestrzeni ostatnich lat, jest to produkt warty zakupu. Jest bardzo wydajny i dodatkowo ma przydatność 24 miesiące od otwarcia, przez co można go swobodnie używać bez obawy, że przeterminuje się zanim zdążymy wykorzystać go w całości.
•
Dla niektórych może okazać się zbyt pomarańczowy