Dawniej ten SPF był wszędzie, a jego poziom ochrony wzbudził sporo kontrowersji. Skusiłam się na niego ze względu na ówczesne polecenia i zapewnienia o jego wspaniałości, jednak nie spotkałam się z niczym wyjątkowym - normalny SPF.
Mała pojemność była jednym z czynników, która mnie do niego zniechęciła. SPF nakładam obficie nie tylko na twarz, ale również na szyję, a okazjonalnie także na tatuaże gdy zostanie mi więcej produktu na dłoni, dlatego w jego przypadku musiałam zaopatrzać się w dwie buteleczki.
Formuła bardzo mi się spodobała. Był lekki, nie bielił, nie zostawiał znienawidzonej przeze mnie tłustej, świecącej się skorupy, a także nie rolował się pod makijażem. Zapach był dla mnie nijaki, nie przeszkadzał mi w aplikacji i nie szczypał mnie w oczy.
Po ogromnej kontrowersji na temat jego znikomej ochrony przestałam go używać, ponieważ wolę nie ryzykować, a jest wiele innych, świetnych produktów z pewną ochroną i stabilnym składem. W końcu po co mi produkt, który nie spełnia jedynej funkcji dla której został kupiony? Trzymam się wiernie mojego ulubieńca ze Skin79.