Urządzenie łączące terapię światłem LED z technologią chłodzenia, stworzone z myślą o poprawie kondycji skóry, redukcji niedoskonałości oraz widocznych oznak starzenia. Maska oferuje kilka gotowych programów, które łączą różne długości fal światła z chłodzeniem okolicy pod oczami.
Na razie jestem dopiero na początku swojej przygody z CryoGlow, dlatego nie jestem jeszcze w stanie w pełni ocenić jej skuteczności pod kątem efektów pełnej kuracji, więc na ten moment mogę jedynie podzielić się moimi pierwszymi wrażeniami z użytkowania. Najczęściej wybieram tryb z mieszanym światłem niebieskim, który został stworzony z myślą o pielęgnacji skóry z niedoskonałościami. Sam zabieg jest bardzo prosty i nie wymaga praktycznie żadnego zaangażowania. Wystarczy założyć maskę, uruchomić wybrany program i można wrócić do innych zajęć. Dużym plusem jest również automatyczne wyłączanie urządzenia, dzięki czemu nie trzeba pilnować czasu ani pamiętać o zakończeniu zabiegu.
Jedną z najciekawszych funkcji jest możliwość chłodzenia okolicy pod oczami. Metalowe płytki chłodzą błyskawicznie, tworząc uczucie niczym łyżeczka wyciągnięta z zamrażarki. Na dwóch niższych poziomach daje ono uczucie delikatnego odświeżenia, szczególnie rano. Najmocniejszy, trzeci poziom jest już dla mnie zbyt intensywny, dlatego wybieram go właściwie tylko pod koniec zabiegu, na ostatnią minutę, bo dłuższe stosowanie przy tej mocy nie jest dla mnie zbyt komfortowe. Mam natomiast pewne zastrzeżenie odnośnie tej funkcji. Z jednej strony jest to bardzo przyjemne rozwiązanie, ponieważ zastępuje wszelkie kosmetyki i akcesoria redukujące opuchliznę pod oczami, z drugiej jednak budowa maski i rozmieszczenie chłodzących płytek sprawia, że światło nie dociera bezpośrednio do tej części twarzy. Traktuję to jako drobny minus, ponieważ okolica pod oczami to obszar, o który również chciałabym zadbać podczas takiej kuracji. Nie jest to oczywiście wada dyskwalifikująca urządzenie, ale przy wyborze maski warto zwrócić uwagę na rozmieszczenie diod i zakres ich działania przez pryzmat potrzeb naszej skóry. Oprócz tego, podczas trybu chłodzenia uruchamia się wentylator, który jest dość głośny, ale jest to znośny hałas, biorąc pod uwagę kilkuminutowy okres trwania zabiegu.
Sama konstrukcja CryoGlow jest dość masywna i twarda, przez co na pierwszy rzut oka nie wydaje się szczególnie wygodna, jednak w praktyce nie jest to uciążliwe i nie utrudnia stosowania. Elastyczny pasek pozwala na łatwą regulację i dopasowanie do kształtu głowy, dzięki czemu maska dobrze utrzymuje się na miejscu. Na plus oceniam również czas pracy baterii produktu. Przy regularnym stosowaniu zgodnie z zaleceniami producenta urządzenie pozwala wykonać około 5-6 zabiegów, dlatego nie wymaga częstego podłączania do ładowarki. W praktyce oznacza to, że przy jednym użyciu dziennie ładowanie mniej więcej raz w tygodniu powinno w zupełności wystarczyć.
Na ten moment największym atutem maski jest dla mnie wygoda całego procesu. Po kilku pierwszych użyciach mogę stwierdzić, że samo korzystanie z maski jest przyjemne i bardzo proste, ale na ostateczny werdykt dotyczący jej działania na moją skórę jest jeszcze za wcześnie. Cena jest wysoka, choć na rynku znajdziemy również droższe urządzenia tego typu. Jeśli lubicie gadżety beauty i domowe rytuały pielęgnacyjne, CryoGlow może być ciekawym dodatkiem do Waszej rutyny i pomysłem na prezent dla siebie lub kogoś bliskiego.
•
Połączenie terapii światłem LED z efektem chłodzenia
•
Gotowe programy, które nie wymagają ręcznego ustawiania
•
Automatyczne wyłączanie po zakończeniu zabiegu
•
Łatwe dopasowanie do głowy
•
Najwyższy poziom chłodzenia może być zbyt intensywny
•
Światło LED nie obejmuje bezpośrednio okolicy pod oczami