Nie bez powodu jest to najlepiej sprzedający się produkt marki Tarte. Shape Tape to korektor o wysokim kryciu, z matowym, ale naturalnym wykończeniem. Ma bardzo przyjemną konsystencję, która łatwo się blenduje.
Jest to mój ulubiony korektor z wyższej półki, a przetestowałam ich już wiele. Używam go zarówno do pełnego makijażu, jak i w dni, kiedy jedynie chcę przykryć cienie pod oczami i pojedyncze przebarwienia czy wypryski. Po nałożeniu pielęgnacji aplikuję go w niewielkiej ilości i wklepuję palcem. Czasami po wyschnięciu ponownie przecieram palcem, jeśli zauważę, że osiadł w załamaniach powieki. Przy pełnym makijażu zazwyczaj robię baking, ale przy lekkim unikam pudru, ewentualnie jedynie na wypryski, żeby zmniejszyć ich widoczność. Shape Tape wygląda bardzo naturalnie i promiennie pod oczami, nawet gdy nie jest ugruntowany.
Jedyny minus jaki zauważyłam, to że aplikator nabiera zbyt dużą ilość produktu. Po wytarciu nadmiaru o wnętrze opakowania, produkt często wylewa się na brzegi pod zakrętką, co w większej ilości może doprowadzić do wylania na zewnątrz i zabrudzenia innych kosmetyków.
Korektor posiada 29 odcieni do wyboru. Oprócz klasycznej formuły, jest również dostępny w wersji Ultra Creamy i Radiant. Występuje w dwóch pojemnościach: 10 ml w cenie 145 zł i miniaturowej 1 ml w cenie 77 zł, która jest poręczna do torebki, ale zdecydowanie nieopłacalna. Warto także polować na niego w okresie świątecznym, bo od kilku lat był do kupienia w zestawie z miniaturowym balsamem Maracuja Juicy Lip lub tuszem Maneater, w tej samej cenie, co sam korektor.
•
Dobrze kryje, ale mimo tego wygląda naturalnie i promiennie
•
Opakowanie dozuje za dużo produktu, który przez to może się wylewać