Z przykrością dla mojego portfela muszę przyznać, że to najdroższy bronzer w kremie, jakiego kiedykolwiek używałam, a zarazem jeden z najlepszych… Westman Atelier to marka znana z genialnych formuł wysokiej jakości, a bronzer w sztyfcie to nie bez powodu jeden z ich bestsellerów. Face Trace to kremowy sztyft do konturowania, którego zadaniem jest naturalne podkreślenie rysów twarzy. Formuła produktu została wzbogacona o składniki pielęgnujące, które dbają o cerę w trakcie noszenia makijażu, nawilżając ją, pochłaniając nadmiar sebum, chroniąc przed zanieczyszczeniami i wzmacniając jej barierę ochronną.
Konsystencja produktu jest aksamitna niczym masełko i blenduje się z niezwykłą łatwością, niezależnie, czy robię to pędzlem, gąbką czy palcami. Posiadam odcień Truffle, który początkowo wydawał mi się zbyt ciemny przy braku opalenizny, ale pracuje się z nim na tyle łatwo, że nawet wtedy intensywny pigment nie zrobił mi makijażowej krzywdy. Opakowanie jest dość ciężkie, bardzo luksusowe i minimalistyczne z zamykaniem na magnes, co potęguje przyjemność z jego korzystania.
Stosuję go od kilku miesięcy po tym, jak sprezentowałam go sobie jeszcze gdy marka Westman Atelier była dostępna w Polsce na wyłączność w perfumeriach Galilu. Niedawno ich kosmetyki pojawiły się również w sieci Sephora, razem z podróżną wersją bronzera, która jest tańsza prawie o połowę. Gdybym miała dokonać zakupu w tym momencie, to bez wątpienia zdecydowałabym się na miniaturkę do testów, jednak bronzer jest na tyle świetny, że ani trochę nie żałuję wyboru pełnowymiarowego produktu!
•
Niezwykle łatwo się blenduje
•
Świetny na prezent dla siebie lub kogoś bliskiego